Niestety ukończyłem edukację na ASBiRO

Zdjęcie na licencji własnej

Kończąc szkołę ponadgimnazjalną miałem ochotę przejść się po nauczycielach, z którymi miałem styczność i wykrzyczeć, że w końcu nie będę musiał przygotowywać się na ich egzaminy. Skończył się dla mnie pewien rozdział i radość, jaka we mnie buzowała z tego powodu była po prostu nie do opisania. Przede mną zaczęła się droga typowo zawodowa i mogłem zapomnieć o szkole, jaką do tej pory uważam za instytucję odbierającą poczucie własnej wartości. Po tym czasie nadal rozwijam się, lecz sposób, w jaki zdobywam wiedzę zależy jedynie ode mnie. Nie bawię się w szybkie zapamiętywanie czegoś tylko po to, by zaliczyć klasówkę. Kupuję interesujący mnie kurs czy książkę i naprawdę jest to dla mnie znacznie bardziej wartościowe źródło wiedzy niż cała teoria otrzymywana przez lata w szkołach.

Utwór w tle: BenJamin Banger – „New Horizons” | Licencja utworu: CC BY-SA 4.0

Emocje po ukończeniu kolejnej szkoły

Dzisiaj jednak moje emocje są mało stabilne z powodu zakończenia kursu podstawowego ASBiRO. Przyznam, że dawno nie żałowałem czegoś tak bardzo, jak dzisiaj żałuję, że już otrzymałem certyfikat z tej uczelni. Nie mogę jednak napisać, że fakt ten mnie nie cieszy. Ukończyć uczelnie jaką uważa się, za najlepszą w kraju to na prawdę powód do dumy. Wiedza, jaką tam zdobyłem zmieniła mój sposób myślenia w wielu dziedzinach. W przyszłości papier, jaki otrzymałem na pewno będzie miał dla mnie wielką moc sentymentalną. Ba! Już ma. Problem jednak w tym, że odbiór dyplomu uświadomił mi, że właśnie skończyły się cykliczne podróże z Trójmiasta do Warszawy, skończyła się możliwość bycia z ludźmi, którzy porozumiewali się ze mną używając podobnego języka. Zamknęły się również drzwi do wiedzy, która na prawdę mnie interesuję i którą mogłem praktycznie dotknąć przez zadawanie pytań prelegentom podczas aktywnego uczestnictwa w wykładach. Nauczyłem się przy tym jeszcze większej otwartości przed innymi ludźmi niż ta, jaką miałem w sobie przed ASBiRO.
Wyobraźcie sobie salę wypełnioną tysięczną publiką. Zadawać pytanie prelegentowi przed takim gronem słuchaczy przez mikrofon z wiedzą, że wszystko się nagrywa to dla wielu wyzwanie, a ja w takich warunkach zadałem swoje pierwsze pytanie, a nawet sprzeczałem się z wykładowcą, o czym wspominałem w artykule dotyczącym książki Marcina Osmana. Nigdzie wcześniej nie odważyłbym się wybiegać przed szereg, jednak w tej uczelni aktywność nie była czymś, co ktoś ode mnie wymagał, a po prostu sam od siebie tego wymagałem z powodu chęci zdobycia szerszej wiedzy na tematy, jakie na prawdę mnie interesują. Nawet najlepszy kurs internetowy czy weekendowe szkolenie stacjonarne nie jest w stanie równać się z kursem podstawowym, który trwa rok. Przez ten czas zacząłem utożsamiać się z tą szkołą i ludźmi, jakich tam poznałem.

Sama uczelnia to nie wszystko

To, co działo się w Warszawie po zajęciach również było dla mnie mega przeżyciem. Nie wiem jak to się działo, ale praktycznie za każdym razem miałem okazję pojawić się w miejscu, które motywowało do kolejnych działań czy powodowało, że na mojej twarzy gościł uśmiech.
Jednego razu miałem okazję poznać dziewczyny z drużyny Troubles uprawiające niecodzienny sport, jakim jest Frisbee. Innym razem pojawiłem się w rozgłośni Czwórki Polskiego Radia, gdzie poznałem wspaniałych ludzi z ich załogi. Takich inspirujących opcji było więcej, a nawet jak pojawił się zjazd bez konkretnego wydarzenia wieczorem to i tak uczestniczyłem w integracji uczelni czy buszowałem po Warszawie w gronie wspaniałych ludzi. Takich atrakcji nie przeżywam na co dzień w Trójmieście. Jedynie Warszawa była w stanie mi to zaoferować, za co jestem mega wdzięczny.

Szczerze polecam każdemu podróże w różnych kierunkach, jeśli tylko celem jest zdobywanie nowej wiedzy z zakresu tego, co nas interesuje. Tego typu przeżycia raczej się nigdy nie zapomni.